poniedziałek, 24 listopada 2008

Lecąc w kulki

Miejsca, takie jak to, znajdują się w każdej piwnicy: w kącie, na podłodze ustawiona jest niewielka tacka. Na niej leży pomarańczowy proszek, zwykle ze względów bezpieczeństwa opakowany w torebkę. Drzwi takiej piwnicy zawsze oznaczone są tym samym napisem: „Trutka na szczury wyłożona”, obok zaś znajduje się symbol znany z butelki z denaturatem. Czasami jakiś dowcipny mieszkaniec dopisze obok „najlepiej spożyć przed…”, lub też „proszę nie podjadać”. Ciekawe jednak jest, że pomimo powszechności rozkładania trutek, rzadko kiedy widać leżącego w okolicy martwego szczura. Ludzie tłumaczą ten fenomen w najprostszy (według nich) sposób: Mówią, że jeśli trucizna jest nienaruszona, to szczurów w ich piwnicy po prostu nie ma. Cóż za szczęście! Rzeczywistość jest - jak zwykle - trochę bardziej skomplikowana. Szczury bowiem dobrze zdają sobie sprawę co znajduje się na tackach i omijają je szerokim łukiem. Dlaczego jednak ludzie próbują je otruć – tego zazwyczaj nie rozumieją.
Takie właśnie myśli zaprzątały głowę szczura Chirona, gdy siedział z fajką w zębach przy szklance whisky w swojej pracowni. Z zadowoleniem spoglądał na sześć gęsto zapisanych wzorami tablic, oraz stojącą na środku sali dziwny monument – wynik obliczeń. Rzeźba ta – o ile w ogóle zasługiwała na takie miano – stanowiła konstrukcję bardzo prymitywną, nadającą się do wystawienia najwyżej w galerii sztuki współczesnej. Zbudowana była z dwóch kul. Pierwsza leżała sztywno, trzema śrubami przymocowana do podłogi. Druga nieruchomo unosiła się w powietrzu jakiś metr nad pierwszą. Wyglądało to dość dziwacznie, zwłaszcza że górna kula nie była podwieszona na żadnych sznurkach, odpychana elektromagnesami, ani też nie użyto żadnych tego typu sztuczek. No cóż, cudów nie ma! Tak naprawdę dźwigały ją dwa grube, wygięte w półokręgi betonowe filary. Podpory te były jednak dosłownie doskonale ukryte przed okiem w czwartym wymiarze przestrzennym. I właściwie tylko to czyniło „rzeźbę” – skądinąd nie wykazującą żadnych cech dzieła sztuki – w jakikolwiek sposób wyjątkową: był to bowiem torus (lub jak zwykło się mawiać hiper-torus), którego trójwymiarowym „przecięciem” przez nasz świat były właśnie widoczne w pracowni dwie gołe kule.
Pomimo zadowolenia z udanego eksperymentu głowę Chirona (jak już napisano) zajmowały zupełnie inne sprawy. Oto bowiem wczoraj wrócił z dość nieprzyjemnej rozmowy z Gubernatorem, na którą został wezwany pisemnie. Wszyscy byli dla siebie mili, niemniej w powietrzu dało się wyczuć smród jakiejś trucizny, sączącej się wprost do szczurzych umysłów.
- Witam serdecznie wielkiego Chirona! – powitał szczura Gubernator dzielnicy, gdy tylko ten przekroczył próg jego gabinetu. Pomieszczenie urządzone było z przepychem, w jasnej norze z obszernym biurkiem. Z jednej strony za grubą szybą znajdowała się dość pokaźna kolekcja wymyślnych pułapek na myszy. Po przeciwnej niewielki monitor pokazywał wyniki ostatnich wyścigów na różnych dystansach.
- To chyba lekka przesada, wasza ekscelencjo.
- Ależ skądże, skądże! Pańska sława już dawno przekroczyła progi tego gabinetu. Napije się pan czegoś? Likier, rum, whisky, gin?
- Poproszę likieru.
Gubernator uśmiechnął się pod wąsem i napełnił dwa kieliszki. Chiron wziął jeden w łapkę i spróbował.
- Wyborny – skomentował szczerze
- Taak… importowy, z góry. – pochwalił się gospodarz.
- Wasza ekscelencja chciała się ze mną widzieć. W jakiej sprawie?
- Słyszałem o pańskiej teorii. Uważam, że to niezwykle ciekawe. – Gubernator uśmiechnął się dobrodusznie – Czy są jakieś postępy?
- Ciągle nad tym pracuję. Wyborny ten likier. Mogę prosić o dolewkę?
- Oczywiście – przytaknął Gubernator, po czym napełnił kieliszek – Zdaje pan sobie sprawę, że wyprawy na górę są coraz bardziej ryzykowne? Szlaki są penetrowane, ustawiają wciąż nowe pułapki…
- Paskudni są ci ludzie – przytaknął Chiron.
- A, no paskudni… Zna pan dobrze historię?
- Trochę, choć wolę dziedziny bardziej naukowe.
- Wie pan, że jeszcze jakieś pół tysiąca lat temu nasi przodkowie siali wśród tych dwunogich karłów postrach i zniszczenie? Po całej Europie, na grzbietach dzielnych przedstawicieli naszej rasy, rozprzestrzenianie były zabójcze wirusy, które mogły położyć kres panowaniu białego człowieka!
- Bakterie – poprawił Chiron - Gdzieś już o tym słyszałem.
- Może jeszcze dolewki?
- Nie chcę się narzucać, ale poproszę. Gubernator ponownie napełnił oba kieliszki.
- Jednakże – dopytywał się Chrion – czy przy tej okazji nie zginęli także nasi pobratymcy?
- A la guerre comme a la guerre. Trudno wygrać wojnę bez ofiar.
- Wasza ekscelencja ma całkowitą słuszność.
- Cieszę się, że sam doszedł pan do takiego wniosku. – Gubernator ponownie się uśmiechnął - W związku z tym chciałem panu zaproponować współudział w naszym projekcie.
- Mnie? Współudział?
- Tak! Potrzebujemy w naszych szeregach tak kreatywnych i inteligentnych szczurów jak pan – Gubernator rozłożył ręce w geście pełnego zaufania. – Zresztą, nie bez znaczenia jest tutaj również pański najnowszy wynalazek.
- W takim razie zamieniam się w słuch. – odparł rozentuzjazmowany – Czy mogę jeszcze likieru?

* * *

Z rozważań nad wczorajszą rozmową wyrwało Chirona pukanie do drzwi. Wstając z fotela doszedł do wniosku, że jednak dobrze zrobił odmawiając Gubernatorowi. Tak – pomyślał – ludzie zdecydowanie są paskudni, ale to jeszcze nie powód żeby ich wybijać. Dokładnie, właśnie tak powie Gubernatorowi następnym razem – postanowił. Podszedł do wizjera i zobaczył trzech szczurów z gubernatorskimi insygniami, trzymających w łapach pałki. Chiron na chwilę osłupiał. Pukanie powtórzyło się, tym razem nieco gwałtowniej.
- Pan Chiron? Proszę otworzyć, mamy nakaz przeszukania. Tymczasem Chiron w panice już ścierał wszystkie sześć tablic. Gdy skończył, rzucił gąbkę w kąt i pobiegł do kuchennym drzwi. Uchylił je, lecz za nimi również czekali policjanci. Szybko je zatrzasnął i zaryglował. Cała nora była otoczona, nie było najmniejszej szansy ucieczki.
Gdy w końcu dowódca patrolu wyłamał drzwi do pracowni, jego ludzie ujrzeli pobojowisko. Przewrócone meble, wyrzucone z nich książki, jakieś dwie kule turlające się po podłodze. Wśród całego bałaganu nigdzie nie można było odnaleźć poszukiwanego. Pozostawił po sobie jedynie rozsypane kawałki puzzli, których nie dało się złożyć: