sobota, 23 stycznia 2010

Kot Teo (2/3)

Kot Teo węszył wśród krzaków, rozglądając się za kopcem kreta. Wprawdzie nigdy w życiu takiego kopca nie widział, wydawało mu się jednak że nie będzie miał problemów z rozpoznaniem takowego, gdy już go zobaczy. W okolicy nie było jednak niczego, co mogłoby owy charakterystyczny kopiec przypominać, więc lekko zrezygnowany postanowił położyć się na ziemi i wreszcie dokończyć poranną toaletę, to znaczy oblizać łapki.
Gdy tak siedział, w pewnej odległości od niego wyrosła ponad poziom gruntu kupka ziemi i wychyliło się z niej zwierzę. Było o tyle dziwne, że w odróżnieniu od większości zwierząt podziemnych posiadało czerwone - a właściwie brudno-czerwone - futerko. Rozejrzało się dookoła i założyło okulary. Były dość specyficzne, jako że nie posiadały tych dziwnych zagięć na końcu, charakterystycznych dla ludzkich urządzeń tego typu. W przypadku kretów byłyby one bezsensowne, gdyż zwierzęta te nie posiadają typowych dla człowieka odstających uszu. Okulary wyposażono natomiast w sprężyny, które delikatnie dociskały się do futerka, skutecznie zapobiegając spadnięciu.
Kot i kret zauważyli swoją obecność. Spojrzeli na siebie nieufnie. Kot spróbował groźnie zamiauczeć, ale natura nie obdarzyła go silnym głosem. Kret nie dał się sprowokować i poprawił okulary na nosie. Widząc to kot doszedł do wniosku, że jego przeciwnik nie spróbuje go zaatakować i zanim zacznie mu tłumaczyć, że pewne rzeczy są złe, powinien się przywitać i przedstawić. Podszedł więc trochę bliżej.
- Dzień dobry! Jestem Teo, kot.
- Miło mi! Na mnie mówią po prostu Czerwony Krecik.
- Aha! Krwawy Krecik – powtórzył lekko zmieszany po cichu.
- Nie Krwawy, tylko Czerwony – poprawił – Dlaczego akurat krwawy? Czerwony, bo to kolor futerka!
- No tak! – powiedział kot i nabrał powietrza. Musiał wszystko dobrze przemyśleć. Rozmowa o dobru i złu – w dodatku taka, która miała za zadanie zwiększyć to pierwsze – powinna być przeprowadzona spokojnie, tak, by dała jakieś efekty. Krecik patrzył się spokojnie w kierunku przybysza. Ten odchrząknął i przemówił.
- W zasadzie… Chyba zdajesz sobie sprawę, że jest coś takiego jak dobro i zło
- Oczywiście – uśmiechnął się delikatnie rozmówca
- Dobrze. – stwierdził Teo, zadowolony że jakoś udało mu się zacząć – Możemy chyba przyjąć, że intuicyjnie wiemy czym jest jedno i drugie. Nie musimy tego definiować, prawda? – spytał lękliwym głosem. W duszy miał nadzieję, że kret zgodzi się z nim i nie zapragnie powiedzieć „nie”.
- Hmm… Skoro się upierasz… Niech i tak będzie… - głos miał wyraźnie rozbawiony; W końcu nie przeprowadza się rozmów na takie tematy z pierwszym, lepszym napotkanym przechodniem.
- Dobrze. – powiedział coraz bardziej zadowolony z siebie kot. – Popatrz teraz uważnie na świat, który nas otacza i na istoty w nim żyjącym. Są ludzie – chociaż niestety jest to rzadkością - którzy robią pewne rzeczy dlatego, że są one dobre. Zgodzisz się chyba ze mną?
- Hmm… Raczej tak.
- Dobrze. Spróbuj teraz pomyśleć o człowieku, który czyni zło.
- Tak. – zastanowił się - Powiedzmy złodziej samochodów.
- Dobrze… ale złodziej nie kradnie tego samochodu po to, by czynić zło.
- Nie?
- Nie. On go kradnie, by zdobyć pieniądze. Zło jest przy tym tylko skutkiem ubocznym! – niemalże wykrzyknął tryumfalnie - Podaj kolejny przykład!
- Hmm… morderca.
- Płatny morderca? Ma takie same powody jak złodziej, a zło znowu powstaje w sposób „niecelowy”
- Hmm… a zwykły morderca?
- Jeżeli jest zdrowy, to zawsze ma jakieś swoje powody, dla których to robi. Tak naprawdę po prostu nie dostrzega, albo nie zdaje sobie sprawy ze zła, jakie wyrządza! – wykrzyknął ponownie, tym razem już nie mogąc opanować swojej euforii.
Kret zastanowił się przez chwilę i spróbował sobie wyobrazić zdrowego na umyśle człowieka, który zabijałby lub kradł tylko dlatego, że to jest złe. Istotnie – byłoby to trochę absurdalne. Nie trochę – byłoby to nawet mocno absurdalne. Z tego można wysunąć cała serię ciekawych wniosków. Byłoby to bardzo dobrym tematem badań dla „Instytutu”- pomyślał. Spojrzał na Tea i odezwał się
- Faktycznie, sprawia wrażenie prawdziwej teorii.
- Właśnie. – uradował się kot – Teraz widzisz, że tak naprawdę na świecie nie ma naturalnego zła w czystej postaci, jest za to naturalne dobro w czystej postaci! To chyba o czymś świadczy, prawda?
- Tak, tak. Wygląda na to, że masz rację.
- Widzisz. Skoro tak, to dlaczego nie zarzucisz swoich praktyk?
Kret spojrzał na niego, jak na przybysza z innej planety.
- Jakich praktyk?
No tak – pomyślał Teo – powinien się spodziewać, że teoria teorią, ale w praktyce będą problemy.
- Te z dziećmi! – wykrzyknął zirytowany – Nie udawaj, że nic nie wiesz!
- Kiedy ja naprawdę o niczym nie wiem!
- A te dwie dżdżownice?
- Jakie dżdżownice? Spotkałeś się z Siostrami Dżdżownicami?
- No… chyba tak.
- I co ci naopowiadały?
- Że ty i ten plakat w krzakach… I te dzieci… I w ogóle…
- Widzisz przyjacielu, obawiam się, że naopowiadały Ci nieprawdy.
- Jak to? – spytał niedowierzając – Jak mogły kłamać?
- Hmm… Siostry Dżdżownice to… jakby to delikatnie powiedzieć… specyficzne osoby…
- Dlatego kłamały???
- No… Widzisz… Po prostu nie za bardzo się z nimi dogaduję.
- Ale czemu?
- Widzisz, jak zapewne wiesz większość zwierząt żyjących pod ziemią – w tym większość kretów - jest koloru czarnego.
- Tak, ale jakie to ma znaczenie?
- Ja, jak zapewne zauważyłeś, mam futerko czerwone. Dlatego właśnie dżdżownice mnie nie lubią i próbowały nasłać na mnie Ciebie.
- Tak po prostu, przez kolor futerka?
- No… tak.
- To bez sensu!
- Hmm… Podobno kiedyś czerwonych kretów było więcej. Niestety wówczas nasze społeczeństwo było bardzo zabobonne i uważało, że czerwone futerko symbolizuje inteligencję i wyższość intelektualną. Tak naprawdę czerwone krety chciały tylko wyznaczyć nową drogę dla kreciego gatunku, wprowadzić pewne wynalazki, upowszechnić naukę. Niestety musisz wiedzieć, że krety są z natury tradycjonalistami i niechętnie poddają się wszelkim zmianom. (Ja do dzisiaj nie mam w norce porządnej klimatyzacji, ze względu na tradycje kreciego budownictwa) Stopniowo niechęć narastała, aż w końcu pewien czarny kret – którego imię tradycja nakazuje przemilczeć – podburzył resztę przeciwko inteligencji, czyli czerwonym i wymordował większość z nich; Zamknął w tunelu i zalał wodą.
- Przykre… Jak coś takiego można było zrobić?
- A jednak… To były stare czasy. Teraz już od kilku pokoleń żyjemy w zgodzie i dobrze nam się wiedzie. Jest teraz bezpiecznie, ale i tak wolę się ludziom nie pokazywać. Wiesz, większość z nich nigdy nie widziała czerwonego kreta i gdyby mnie zobaczyli, mógłbym zostać zamknięty w jednym z tych ichnich śmiesznych ogrodów. Chociaż znam kilkoro dzieci z tamtego osiedla i często rozwiązuję za nie zadania z matematyki.
- Nie boisz się?
- Nie. Ludzie to specyficzny gatunek. Tam dzieciom i tak nikt nie uwierzy! Umiesz grać w szachy?
- Czy umiem? Uwielbiam.
- Ooo! – zdziwił się kret – to świetnie! Skoczę tylko do norki przynieść szachownicę i pogadamy!
To powiedziawszy zniknął w głębi kopca. Teo zaś został na powierzchni sam, rozważając jak to możliwe, że go okłamano.

c.d.n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz